Historia życia – 63 lata w BEGO

Joachim Weiss


Podczas 45 spotkania „BEGO International Sales Symposium” Pan Joachim Weiss zwrócił uwagę na swoją trwającą ponad sześćdziesiąt lat pracę w firmie BEGO. W połowie 2008 roku zakończył swój udział w aktywnej działalności przedsiębiorstwa i zasiadł w kolegium doradczym. W trakcie jego emocjonalnej prelekcji opowiedział o sobie, firmie BEGO oraz o pokoleniach, które ją tworzyły i nią kierowały. Joachim Weiss zabierze czytelników w jego bardzo osobistą stomatologiczno-techniczną podróż w czasie.


... wróćmy razem ze mną do roku 1945, w którym jako praktykant rozpocząłem pracę w Bremer Goldschlägerei. W tamtym czasie niewiele wiedziałem o tym przedsiębiorstwie. Mój ojciec - Fritz Weiss, który 1924 r. został Członkiem Zarządu, a rok później wspólnikiem, zawsze konsekwentnie oddzielał sprawy zawodowe od życia rodzinnego. Jesienią 1945 r. wracając z niewoli wojennej odkryłem, że w naszym rodzinnym domu mieszkają 3 inne rodziny - nie było tam dla mnie miejsca. Nie otrzymałem też od wielu miesięcy żadnej informacji o losach moich rodziców.

Nie wiedząc, co robić, udałem się pod adres Schwachhauser Heerstrasse 335 w nadziei, iż dom, którego szukałem, przetrwał wojnę i spotkam tam Theodora Herbst'a - wspólnika mojego ojca. Miałem ogromne szczęście. Zostałem tam przyjęty jak syn i znalazłem miejsce, w którym mogłem zamieszkać. Podczas wielu rozmów przeprowadzonych z Theodorem Herbst'em dyskutowaliśmy o przyszłości firmy i o moich dalszych planach życiowych. Wspólnik ojca zaproponował mi rozpoczęcie praktyk w przedsiębiorstwie, abym poznał wszystkie obszary działalności firmy, tak jak przed laty on był kierowany przez swojego ojca Wilhelma Hersbt'a.

 

 

1945-1947: Moje wykształcenie

W ten sposób 1 października 1945 r. rozpocząłem swoją pracę. Nigdy nie zapomnę tego pierwszego dnia. Razem z moim mistrzem - Emilem Glissmann'em odwiedziliśmy ruiny siedziby firmy przy ulicy Fedelhoeren 15-17. Zabrałem ze sobą duży plecak oraz kilof. Spomiędzy gruzu potrafiłem wydobyć tylko niewielkie pozłacane rzeczy. Nie mogłem odzyskać zbyt wielu przedmiotów, ale to co znalazłem posiadało dla mnie duże znaczenie symboliczne.

W bardzo prowizorycznie wyposażonych pomieszczeniach firmy przy ulicy Riensberger byłem najmłodszym uczniem. Przydzielono mi cały szereg obowiązków, do których należało na przykład codzienne rozpalanie pieca, aby o godz. 7:30, kiedy zaczynała się praca, pomieszczenie było nagrzane, a pracownicy mogli ogrzewać ręce. Moją edukacją kierował Theodor Herbst. Szczególnie ważna była dla mnie nauka w pracowni. Tu stało się dla mnie jasne, że wykonywanie protez zębowych to szereg różnych wzajemnie powiązanych etapów. Każdy etap od odlania modeli gipsowych aż po ostateczne wykończenie pracy musi być prawidłowo przeprowadzony. Widziałem nasze słabe strony, ale również zauważałem duże różnice w jakości oraz w oczekiwaniach naszych zleceniodawców - lekarzy stomatologów. Całość mojego wykształcenia dopełniła wielomiesięczna praca jako wolontariusz w instytucie badawczym zajmującym się metalami szlachetnymi w miejscowości Schwäbisch-Gmünd. Mogłem tu znacząco rozszerzyć moją wiedzę w zakresie metalurgii.


Od 1950: Rozbudowa firmy

Po zdobyciu wystarczającej dentystycznej wiedzy mogłem wraz z Teodorem Herbst'em i moim ojcem, który w międzyczasie powrócił z Austrii, zastanowić się nad przyszłością firmy. Nasza dotychczasowa oferta wydawała się dla mnie zbyt uboga. Istniały trzy możliwości: albo rozbudowywać naszą pracownię protetyczną, albo nasze przedsiębiorstwo znacząco rozbudować w sektorze stopów, albo poszukać i znaleźć odpowiednią niszę na rynku i w niej się realizować. Tym nowym sektorem, który był dla mnie wizją przyszłości, było stworzenie przedsiębiorstwa - wiodącego producenta i dystrybutora materiałów oraz urządzeń protetycznych. Pierwszym krokiem był duży segment protez szkieletowych, który w tamtych latach był jeszcze słabo rozwinięty.

Znając problemy naszych klientów, wpadłem na pomysł prowadzenia intensywnych szkoleń, zastosowania chwytliwego marketingu, zwiększenia jakości prac dla naszych klientów. Był to bardzo odważny projekt. Musieliśmy zaczynać niemalże od zera. We współpracy z hutą stali Witten udało nam się stworzyć metal na protezy szkieletowe - Wironit i przy tym podpisać umowę na wyłączność. Opracowaliśmy inne potrzebne materiały, takie jak: masy osłaniające Wirovest, Wirodouble, woski, materiały do lutowania i wiele innych dodatkowych produktów. Skonstruowaliśmy potrzebne urządzenia, np.: wirówkę odlewniczą, piec do wygrzewania, polerkę, wibrator, szybką obcinarkę Nonstop, mieszadło do mas osłaniających, Gelovit itd.

W naszym własnym laboratorium, a potem w naszym centrum szkoleniowym nasi klienci mogli przekonać się o funkcjonalności produkowanych przez nas urządzeń. Rozpoczęliśmy budować opinię o nas, jako o dostawcy zaopatrującego pracownie techniki dentystycznej. Naszym celem było wejście na rynki całego świata. Najpierw rozpoczęliśmy budowanie sieci sprzedaży na terenie Europy. Szczególnie interesujące okazały się kraje wschodnioeuropejskie, zza Żelaznej Kurtyny, jak je wtedy nazywano. Żadne inne przedsiębiorstwo nie chciało rozpocząć na tym terenie swojej działalności. W ten sposób przez długie lata byliśmy tą firmą, która zatrudniała z otwartymi rękoma tamtejszych specjalistów. Mogliśmy stworzyć podstawy do długotrwałych kontaktów, które utrzymują się do dziś.

W 1956 r. stałem się odpowiedzialnym wspólnikiem przedsiębiorstwa, z udziałami w wysokości 10%, które otrzymałem od ojca w wyniku uznania mojej wydajnej pracy dla firmy. Ponieważ ojciec sfinansował studia dwóch innych synów, podczas gdy ja zdobywałem tylko praktykę w zawodzie, potraktował te udziały jako rekompensatę. Przy kapitale własnym firmy wynoszącym wtedy 105.000 marek niemieckich, moje udziały wyniosły 10.500 marek. Był to mój kapitał startowy, który wraz z moimi partnerami mogłem pomnażać. Dużym krokiem była przeprowadzka do nowej siedziby firmy w Neue Vahr (dzielnica Bremy – przyp.T.M.). W ten sposób zakończyła się długoletnia prowizorka i mogliśmy skupić się na zwiększeniu naszej ekspansji.


1967: Nowa nazwa – BEGO

Szczególnie dobrze pamiętam jedno wydarzenie podczas wystawy w Paryżu. Dwóch właścicieli laboratoriów – jeden z Włoch, a drugi z Paryża – sprzeczali się na naszym stoisku na temat jakości produktów. Mężczyzna z Włoch preferował produkty firmy „Ditta Herbst” - nazwa naszej firmy po włosku. Francuz natomiast bronił produktów firmy „La Maison Bremer” - naszej nazwy we Francji. Mężczyźni przestali się spierać w momencie, gdy wyjaśniłem im, że chodzi o jedno i to samo przedsiębiorstwo. Ta rozmowa skłoniła mnie jednak do myślenia. Potrzebowaliśmy krótkiej, dobrze brzmiącej nazwy firmy, którą moglibyśmy używać na całym świecie. Rozwiązaniem było nazwa BEGO, która przyjęła się zaskakująco szybko. BEGO należy teraz do naszych najważniejszych słownych znaków towarowych, jest zastrzeżone na całym świecie i podkreśla naszą jakość. Logo firmy z kluczem bremskim i dwoma skrzyżowanymi młotami złotniczymi zmieniało się i ewoluowało na przełomie lat.

W międzyczasie Theodor Herbst zapoznał mnie się z historią firmy. Podziwiałem założyciela naszej firmy – dr Wilhelma Herbst'a, który swoim wynalazkiem – złotym wypełnieniem kohezyjnym stworzył bazę do sukcesu naszego przedsiębiorstwa. Theodor Herbst wyznaczył dodatkowy kierunek – obszar techniki dentystycznej. Mój ojciec zajmował się zarządzaniem i marketingiem firmy, czym przyczynił się do znaczącego wzrostu obrotów BEGO. Stosunki pomiędzy naszą trójką były bardzo harmonijne. Zarówno mój ojciec, jak i Theodor Herbst zostawili mi wolną rękę w mojej działalności. Zauważyli, że moja strategia przynosi wiele korzyści dla firmy. Od 1991 roku do naszego zespołu dołączył mój syn – Christoph, już jako 5 pokolenie. Jego wizją jest wykorzystanie IT i technologii CAD/CAM do automatyzacji wykonywania prac protetycznych.


1990: 100 letni Jubileusz

Z okazji naszego 100 letniego Jubileuszu opracowałem z wieloma pracownikami zasady działalności, które powinny być w przyszłości wiążące. W duchu ich istnienia stworzyliśmy motto firmy „Miteinander zum Erfolg” (Razem do sukcesu – przyp. T.M.). W tym jubileuszowym roku powołałem także do życia Fundację Kultury i Nauki Wilhelma Herbst'a . Mogliśmy w ten sposób wspierać wartościowe i pozytywne projekty.

Dostępna powierzchnia, znajdująca się przy ulicy Emil-Sommer-Strasse, była już całkowicie wykorzystana. Musieliśmy wynająć dodatkowe pomieszczenia. Aby dalej umożliwić rozwój firmy musiałem znaleźć alternatywę. Znalazłem atrakcyjną ziemię przy Parku Technologicznym Uniwersytetu w Bremie i przeniosłem do nowego budynku siedzibę firmy. Nasz cel, zwiększenie kontaktów naukowych, został całkowicie zrealizowany. Współpracujemy ściśle z Katedrą Ceramiki, działami techniki produkcji w obszarze zastosowania lasera oraz działem informatycznym. Współpraca z działającym po sąsiedzku Fraunhofer Institut fuer Fertigungstechnik und angewandte Materialforschung (IFAM) przynosi korzyści dla obu stron. W roku 1992 wraz z powstaniem firmy córki BEGO Implant Systems uzupełniliśmy naszą ofertę w bardzo rozwojowym segmencie implantologicznym.


Od 1991: Od pokolenia do pokolenia

W międzyczasie odszedłem z kierownictwa firmy do rady doradczej. Była to duża zmiana pokoleniowa zarówno dla firmy, jak i dla mnie oraz dla mojej rodziny. Mam to rzadkie szczęście, że wykwalifikowany członek rodziny był już w gotowości. Symbolicznie przekazałem złotą pałeczkę mojemu synowi. Postawiliśmy sobie za cel, by firma błyszczała starym blaskiem. Pracowaliśmy dziennie nawet po 12 godzin, a w miarę potrzeb jeszcze więcej, włączając niedziele. Wykorzystywałem krótkie drogi decyzji, ścisłe relacje z pracownikami, dużą bliskość rynku, innowacyjne myślenie, konstruktywne połączenie z jednostkami naukowymi. Przez wszystkie lata stawiałem sobie te obowiązki z pełną odpowiedzialnością i osobistym zaangażowaniem. Osiągnięty sukces to nie tylko moja osobista zasługa. Zawsze miałem bardzo aktywny zespół po mojej stronie, który znakomicie mnie wspierał. Dzisiaj jesteśmy reprezentowani na 5 kontynentach, częściowo przez nasze własne oddziały i własnych pracowników oraz partnerów handlowych w różnych krajach.

Szczególne podziękowania należą się mojej żonie, która często rezygnowała ze swoich pragnień. W trudnych i bardzo pracowitych czasach troszczyła się o pełne harmonii życie rodzinne, z którego czerpałem siły. Teraz z dużą satysfakcją spoglądam w przeszłość: firma BEGO od 1945 roku bardzo się rozwinęła, jest w dobrych i doświadczonych rękach oraz dobrze rokuje na przyszłość. Cieszę się bardzo z tego, że jestem członkiem rady doradczej BEGO i stoję do dyspozycji poradą oraz czynem. Ale również cieszę się oczywiście z tego, że mam teraz więcej czasu dla mnie i mojej rodziny.


Tłum. Tomasz Musiał

2008 Denon Dental Sp. z o.o.
Projekt i wykonanie: MediaConsulting.pl